sobota, 21 października 2017

Szewc już bez torby nie chodzi



Wiadomo, że lubię kolor niebieski. W zasadzie lubię wszystkie kolory, tylko zależy gdzie, na czym, w jakiej tonacji... opcji jest wiele, wszystkie kolory są wyjątkowe. Ale niebieski... :) <3 zawsze i wszędzie :D Ciągle szyłam torby, ale ile z nich było niebieskich? Może dlatego, że rzadko szyłam dla siebie?

Właśnie przeglądam bloga i wyszukuję moje torby, te które nosiłam ja, czyli tytułowy szewc. :) Zazwyczaj były to torby, których nikt nie kupił, ale zdarzało się, że uszyłam specjalnie dla siebie. Albo dla lisa... ;)







Niektóre zniszczyło pranie, niektóre zniszczyło to, że nosiła je matka ;) Bo wiecie czego matka nie nosi w torbie? W sumie trudno zliczyć, ale byłoby szybciej niż wymienić co w niej zmieściła :D Jedną z ostatnich nadal nosi moja koleżanka :)

Ale przyszedł czas dłuuugiego nieszycia i chodzenia z plecakiem. 
Powiedziałam dość - dość nieszycia i chodzenia z dziecięcym plecaczkiem - i w dwa wieczory uszyłam moją pierwszą zamykaną na suwak i dwukomorową torbę. Uff! Było ciężko... 


I jeśli miałabym uszyć taką drugą to bym zażyczyła sobie za nią tysioncpińcetdwadziewińcet złociszy! Serio :D

Patrzcie z czym musiała poradzić sobie moja maszyna...


Tyyyle warstw! Także jeśli mam uszyć drugą podobną, to koniecznie ulepszoną.

Torba miała być ogromna, bałam się, że będzie za duża...
Że za długi uchwyt, że będzie wisiała do kolan...

A wyszło jak zwykle... mała i krótka :D ale noszę, sprawdza się, mieści się w niej A4, jest dwukomorooowa, niebieeeskaaa i zamykana na suuuwaaak! No jaram się, wybaczcie. :D






<3

środa, 19 lipca 2017

półeczka na książki

W poprzednim mieszkaniu chłopcy mieli przy swoich łóżkach ikeowskie półeczki, na których stawiali obecnie czytane książki. Półeczki takie, które eksponują okładki. Jednak książki z tych półek lubiły spadać, szczególnie, gdy np. u Tymka stało ich z 6 sztuk... ;)


O problemie spadania pisała też Kasia z Piątego Pokoju, która zrobiła huśtawkę na książki!

Po przeprowadzce wiele półek nie zawisło z powrotem. Leżą w piwnicy i czekają na swoje miejsce. Myślałam dużo nad ,,czytanymi" półkami. I kiedy wymyśliłam drążek w kuchennej szafce...


... postanowiłam wypróbować ten patent najpierw na półeczce na książki właśnie. Wzięłam się do roboty.


Przyznam, że nie przewidziałam ile z tym roboty... mierzenie co do milimetra... potem wierciłam nie w tym miejscu... ale w końcu się udało! :)


Na poprzednich zdjęciach, które zgubiłam na tej spontanicznie zaczepionej gałce wisiały różne wisiadła, które pozawieszał tam Witek. Nawet myślałam, żeby poprzyczepiać więcej uchwytów.


Jak widzicie książek mieści się sporo.


Zdejmowanie książeczek przed spaniem i ich czytanie/oglądanie/rwanie to obowiązkowy punkt programu.


Bardzo zadowolona jestem i ja, i Wicia. Teraz starszaki czekają na takie. :)
(tak, tak, muszę kupić te naklejki na widoczne dziury...)


niedziela, 2 lipca 2017

torba dla Pani Marty

Ignaś w tym roku skończył przedszkole. Zaś Pani Marta jest nauczycielką, która uczestniczyła w całej edukacji przedszkolnej najpierw Tymka, a potem Ignasia. No tak się złożyło, że z obydwoma była od początku do końca, grupy się zmieniały, a Pani Marta BYŁA tam gdzie moje dzieci. Czułam wdzięczność i chciałam ją jakoś okazać, chciałam żeby miała jakąś pamiątkę. Poprosiłam Panią Martę jedynie o wybór barw. Miały być kolory Ziemi. Bałam się, bo ja wszystko widzę w niebieskich barwach, a tu nagle muszę użyć czegoś innego... ;)


... ale chyba dobrze wyszło :)


Aniu, poznajesz? Jako zawieszki użyłam listka od Ciebie. :)

Muszę dodać, że Pani Marta była też chyba jedyną osobą, która rozróżniała moje dzieci. Gdy Ignaś zjawił się w przedszkolu panie z innych grup dziwiły się, bo przecież to dziecko już tu było i zakończyło edukację :) Nawet dzieci z przedszkola widząc na mieście Tymka wołały ,,cześć Ignaś!" :D

wtorek, 27 czerwca 2017

kadry z kuchni

Kuchnia nadal nie skończona. O niektórych niedoróbkach wiem tylko ja, więc można powiedzieć, że kuchnia już wygląda. ;)

Ale póki co tylko kilka kadrów, proszszsz:


Sosnowa, 10-centymetrowa listwa jest na całej szerokości kuchni, między kafelkami a wiszącymi szafkami. Tutaj akurat pod okapem. Wyszlifowałam i wywoskowałam, i jest. Są w niej dwa gniazdka. Są wysoko, a nie bezpośrednio nad blatem, dzięki czemu nie muszę przesuwać rzeczy na blacie, żeby podłączyć np. blender. 

No właśnie: na blacie nadal mam za dużo stojących rzeczy mimo, że zrobiliśmy jedną otwartą półkę. Sam korpus od szafki. Jednak to za mało, dlatego jeszcze coś na pewno zawiśnie na listwie.


Okrągła listewka wyszlifowana, zawoskowana i przyczepiona przeze mnie, żebym czegoś nie zrzuciła z wysokości. ;)


Sól w pojemniku z Włocławka i drewniane przybory do gotowania to jedyne co ma zostać na blacie, przy płycie grzewczej, by być pod ręką.


A to druga strona kuchni - półka nad stołem (Jysk). Oryginalne gałki zastąpiłam takimi samymi jakie są przy meblach.




I na koniec moi ulubieńcy - parapet i Echeveria Colorata. Parapet oczywiście wyszlifowałam i zawoskowałam, a na sukulenta polowałam i jest piękny! I ma odnóżkę, tralala :)


Udanych wakacji :)

czwartek, 8 czerwca 2017

refreszing

Kto jeszcze nie zna Pauli i jej refreszów, refreszingów ;), a lubi coś zmalować niech zajrzy tu i tu. Gwarantuję, że jeśli myślałaś, że nie masz nic do zmalowania, to zaraz coś znajdziesz i nawet nie przebierzesz się w robocze ciuchy. No dobra, ja tak mam. Jak już coś muszę to muszę i potem moja ulubiona bluzka ma farbę na rękawie. I nie tylko rękawie, i nie tylko bluzka.

Chciałam pokazać Wam moje refresze, czyli odmalowania małe i duże.


1

Szafeczka na klucze.
Moja mama upolowała ją w przecenie w pepco. Od razu nie odpowiadał mi kolor (na zdjęciu sklepowym wygląda na turkus, w realu był bardziej zielonkawy), ale powiesiłam ją w poprzednim mieszkaniu z obleczonym tkaniną frontem. I to się nie zmieniło. Na nowy przedpokój postanowiłam odmalować szafeczkę. Jest szaro - szara.



2

Komódka.
Znalazłam ją na śmietniku. Te nóżki... zatargałam ją do domu. Prawdę powiedziawszy był to mój królik doświadczalny - to na niej sprawdziłam, że takich mebli nie szlifuje się bez maseczki i nie w mieszkaniu, a nawet nie na balkonie. Mebel z połyskiem. Nie, nie, nie - nigdy więcej szlifowania lakieru, nie mam ku temu warunków. Ale jakoś dałam radę, to co starłam wystarczyło, aby farba się przyjęła. Mebel w kolorze sypialni. Znowu szary... chm...



3

Komoda.
Drewniana, kupiona w jysku w promocyjnej kampanii. Miała pomalowany korpus na biało, a szuflady były z surowego drewna. Długo dojrzewałam do tego jak ją pomalować, czy tylko zabezpieczyć surowość...? W końcu komoda wylądowała w pokoiku Witka i malowaniem nawiązałam do wzoru na rolecie w jego oknie. Resztę zabezpieczyłam barwiącym woskiem, a całość woskiem bezbarwnym. Lubię połączenie tych dwóch barw - brązu i niebieskiego.



4

Szafy.
To największy projekt. 4 x 160 cm i po 2 metry w górę. Dużo pracy (choć pomalowałam tylko na zewnątrz) i dużo satysfakcji. :) Szafy stały w jednym ciągu, my jednak rozdzieliliśmy je na pół, na dwie przeciwległe ściany.


Dziwne - miałam wrażenie, że od grudnia nic nie zmalowałam... a jednak coś. Jeszcze kadry z kuchni, ale to już w innym poście. 
I dalej do roboty.

Miłego dnia :)