poniedziałek, 1 czerwca 2020

Nowinki na parapecie

Moje nowe nabytki :-)





Reo meksykańskie, czyli trzykrotkę dostałam od Kamili. Trzeba ją było odmłodzić. Pocięłam pędy na krótkie kawałki (ok. 15 cm) i wsadziłam je do wody.

Po kilku dniach wypuściły korzonki... 


... więc wsadziłam je do ziemi.


Kalanchoe dostałam od Marianny i mam co do niej mieszane uczucia, bo nie wiem czy będzie kwitła tak jak w kwiaciarni. Zobaczymy. Obcinam przekwitnięte kwiaty.


Eonium drzewiaste od Asi. Ma bardzo mały korzeń! Dopiero od niedawna zwracam na to uwagę. A to ważne, aby doniczka nie była za duża. Chyba, że nie chcemy aby roślina urosła. ;-) Jeśli ma za dużą, rośnie najpierw w korzenie. 


No i pilea od Magdy. Długo się branilam przed pieniążkiem, bo wymaga wilgotnego podłoża. A ja miłośniczka kaktusów raczej zapominam niż podlewam. 


I na początku rzeczywiście listki zaczęły obsychać. Wymagała więcej wilgoci niż myślałam. Stawiam więc obok mały pojemniczek z wodą. Co by parowała. I jest lepiej. 

😍


Wiosna w końcu. Jeszcze zimna, ale słońce grzeje stópki.

środa, 20 maja 2020

Rozchodniki, rojniki... (Edytowany)

Miałam kiedyś mini-skalniaka z rojnikami...


Niestety zeżarł je wełnowiec... 😭
I kilka innych sukulentów przy okazji na deser...

Moja żałoba trwała dość długo... Sprzyjał jej brak proporcji między ilością kwiatków a miejscem na parapecie. 😉
Dzisiaj powiedziałam dość! I wyruszyłam na łowy.


Koleżanka przypomniała mi o pewnym miejscu, blisko naszego poprzedniego miejsca zamieszkania, gdzie ostały się stare schody, na których płożą się rozchodniki. Bardzo lubiłam tam chodzić na spacery. 


Pojechałam tam dzisiaj z czterolatkiem.

Znajdź dziecko:


😉



Wróciłam ukontentowana ☺️


Mam nadzieję, że tego uroczego miejsca długo jeszcze nikt nie wyłoży kostka brukową...


Edit: rośliny przyjęły się 🤗



czwartek, 30 kwietnia 2020

Corokia Cotoneaster

Pierwszy raz zobaczyłam ją u Kasi w Piątym Pokoju i z miejsca się zakochałam <3


Tak... Nie wszyscy rozumieją tę miłość ;-)


Suche badyle? Gdzie zieleń?!


Miłość nie wybiera. A zieleń jest. Te drobne listki... <3 I suche badylki są urocze.



Trzymajcie kciuki, bo podobno trudno utrzymać ją przy życiu. Zastanawiacie się, czy wtedy widać różnicę? Złośnicy! ;-) :-D

środa, 22 kwietnia 2020

Niebieskości w salonie

Co zmieniło się w największym pokoju, zwanym szumnie salonem, po remoncie?


Plafon - pozostałość po poprzednich właścicielach zastąpiła  trójżarówkowa lampa. Jedna z żarówek wisi nad stołem - w końcu! W końcu widzę co jem, co piszę, co mam przed sobą na stole.
Każda z żarówek ma inną oprawę. Nad stołem powiesiłam stelaż z lampy stojącej. Jednak materiał, którym był obleczony zdjęłam, ponieważ był już wyblakły i dziurawy. Na stelażu powiesiłam... turkusowe ponczo znalezione w lumpeksie.


Przedłużyłam lniane zasłony kupione w... lumpeksie. Ich kolor to chyba błękit pruski. 


Dokupiliśmy drugą półkę na CD i w końcu mieszczą się wszystkie płyty. :-)


Elektryk schował kable w ścianie oraz dorobił dwa gniazdka w ścianie z tv, żeby nie ciągać przedłużacza. A ja tę ścianę pomalowałam na szykowny turkus. 

I tak siadam sobie teraz na nowej kanapie i podziwiam jedyne słuszne kolory ;-)

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Przepiłowałam komodę na pół...


Gdy wstawiłam zdjęcia z wyremontowanej łazienki, wiele osób zwróciło uwagę na komodę. Bardzo ją lubię, służy nam jako pojemnik na brudną bieliznę, w którym powyższa bielizna jest segregowana. Każda szuflada to inne pranie. Ale... No właśnie "ale"... Ciągle mi nie pasował w tym wnętrzu jej gabaryt. Była z nami 10 lat w poprzednim mieszkaniu i tam pasował idealnie, ale tutaj... Za wysoka...
Długo czaiłam się, aby zmienić jej kształt. Bałam się, że coś zepsuję i stracimy tak funkcjonalny mebel.
W końcu się podjęłam.

Nabrałam pewności po remoncie salonu. Otóż kupiłam wyrzynarkę, aby łatwiej było przycinać listwy przypodłogowe. I to był jeden z najlepszych zakupów ever!

Och! Wyrzynarko, ajlowju <3


Komodę przepiłowałam na pół. A ze starych listew przypodłogowych, zdjętych w salonie...


zrobiłam blat.


Pasowanie


Mocowanie...


Równanie...


I już byłam z siebie dumna, choć to nie był koniec pracy. 
Teraz szlifowanie, malowanie z szablonem i bejcowanie.


A potem lakierowanie blatu. Szlifowanie. Lakierowanie. Szlifowanie. ...

I jest! 


Dokładnie 10 dni! Tyle czasu potrzebowałam. 


Blat jest nierówny...


 podziurawiony śrubami mocującymi listwy do ścian. Miałam to szpachlować... 


... ale zmieniłam zdanie. Te ubytki opowiadają historię tego mieszkania.

Wielokrotne lakierowanie wygładziło powierzchnię i zabezpieczyło ją przed wilgocią. 


 Szczęście :-)