poniedziałek, 6 listopada 2017

kuchnia wysprzątana wystarczająco ;)

Zdjęcia robiłam nocą, bo wtedy matka trójki ma czas i głowę do tego, ale obiecałam sobie, że machnę kilka z rana, bo wieczorem oświetlony jest w zasadzie tylko blat. 


Kilka rzeczy jest jeszcze do zrobienia, np. półka na herbatę, skręcenie szafki, która zastąpi obecny barek, listwy, cokoły, oświetlenie nad blatem jadalnym... i  na pewno coś o czym teraz nie pamiętam ;) Podczas używania nie odczuwam tych braków, więc obawiam się, że nie dopilnuję ich wykonania w najbliższym czasie. ;) Tak jak z szafką pod oknem... Ale! ważne, że jest (no dobra, plecy jeszcze przyciąć i przybić, phi, filozofia...). Jej historia jest długa i wyboista, bo najpierw był tam grzejnik, więc szafka nie miała racji bytu. Grzejnik zlikwidowaliśmy, zamówiłam płyty na korpus w obi i byłam przekonana, że je sama skręcę i to będzie wyglądać jak korpus. Taaa... Bez pomocy kolegi Maćka, by się to nie udało i nadal pod oknem byłaby dziuuura groźnie zerkająca na mnie. Zamówiłam tylko oryginalny front do szuflady i stwierdziłam, że to finito! Na dole szafka pozostanie otwarta. Tylko muszę pomyśleć nad jednolitością koszyków.


Nie chciałam mebli pod oknem. Lubię mieć dostęp do okna, a i parapet służy mi dzielnie za półeczkę. 

To co widzicie na zdjęciach to jest kuchnia sprzątnięta po całym dniu w miarę moich siłowych możliwości. ;) Jedyną ,,stylizacją" jaką zrobiłam to wywieszenie moich ulubionych kubeczków z Lubiany. Ten z wiewiórką to mój z dzieciństwa, nadal mam cały komplet - trzy talerze, spodek i kubeczek. Reszta to zdobycze, np. ten z prawej przywiozłam znad morza. Nie, nie ukradłam, grzecznie spytałam czy mogę przygarnąć. To był ośrodek wypoczynkowy niewysokich lotów w Kątach Rybackich. Kubek stał na suszarce w ogólnodostępnej kuchni pośród zwykłych duralexów. Widać właścicielom na nim nie zależało, więc w zamian kupiłam kolejnego duralexa i z ,,turnusu" wróciłam z lubiańskim kubeczkiem.


I nadeszło rano, kiedy to miałam zrobić zdjęcia przy naturalnym świetle... i zapomniałam o tym.
A gdy wróciła mi pamięć było już po południu i dzieci wróciły ze szkoły.
I wyszło jak zwykle. ;)


Ale pomyślałam, że zamieszczę ten rozgardiasz ku pokrzepieniu matek, które widząc katalogowe stylizacje oraz zdjęcia koleżanek, które niechybnie mają w piwnicy krasnoludki do pomocy - nabywają kompleksów i myślą jak to jest, że sprzątają dzień i noc, a kuchnia nadal nie wygląda jak z katalogu?! No jak toooo? 

Prawda wygląda właśnie tak. :D ;)


Po drugiej stronie stoi lodówka oraz wysokie szafki mieszczące więcej niż przewidziałam. :) Niczym szafa bez dna.


Dalej jest blat i jeszcze jedna wysoka szafka, także w przeciwieństwie do miejsca na blacie, miejsca do przechowywania jest mnóstwo.


Meble nie są na wymiar, więc wiele im brakuje - i w jakości, i w dopasowaniu, ale jestem bardzo zadowolona. 

Lubię tę kuchnię :) a o to chyba chodziło.

piątek, 3 listopada 2017

torba dla Pani Co Lubi... Bawełniane Torby Na Zakupy


Taki zwykły bawełniaczek...


... bez podszewki, bez kieszonki, bez szerokiego dna (w końcu!)...


... za to z królikiem :)

Torba powstała z wielkanocnego bieżnika. Dziękuję za uwagę. 

Miłego weekendu.

sobota, 21 października 2017

Szewc już bez torby nie chodzi



Wiadomo, że lubię kolor niebieski. W zasadzie lubię wszystkie kolory, tylko zależy gdzie, na czym, w jakiej tonacji... opcji jest wiele, wszystkie kolory są wyjątkowe. Ale niebieski... :) <3 zawsze i wszędzie :D Ciągle szyłam torby, ale ile z nich było niebieskich? Może dlatego, że rzadko szyłam dla siebie?

Właśnie przeglądam bloga i wyszukuję moje torby, te które nosiłam ja, czyli tytułowy szewc. :) Zazwyczaj były to torby, których nikt nie kupił, ale zdarzało się, że uszyłam specjalnie dla siebie. Albo dla lisa... ;)







Niektóre zniszczyło pranie, niektóre zniszczyło to, że nosiła je matka ;) Bo wiecie czego matka nie nosi w torbie? W sumie trudno zliczyć, ale byłoby szybciej niż wymienić co w niej zmieściła :D Jedną z ostatnich nadal nosi moja koleżanka :)

Ale przyszedł czas dłuuugiego nieszycia i chodzenia z plecakiem. 
Powiedziałam dość - dość nieszycia i chodzenia z dziecięcym plecaczkiem - i w dwa wieczory uszyłam moją pierwszą zamykaną na suwak i dwukomorową torbę. Uff! Było ciężko... 


I jeśli miałabym uszyć taką drugą to bym zażyczyła sobie za nią tysioncpińcetdwadziewińcet złociszy! Serio :D

Patrzcie z czym musiała poradzić sobie moja maszyna...


Tyyyle warstw! Także jeśli mam uszyć drugą podobną, to koniecznie ulepszoną.

Torba miała być ogromna, bałam się, że będzie za duża...
Że za długi uchwyt, że będzie wisiała do kolan...

A wyszło jak zwykle... mała i krótka :D ale noszę, sprawdza się, mieści się w niej A4, jest dwukomorooowa, niebieeeskaaa i zamykana na suuuwaaak! No jaram się, wybaczcie. :D






<3

środa, 19 lipca 2017

półeczka na książki

W poprzednim mieszkaniu chłopcy mieli przy swoich łóżkach ikeowskie półeczki, na których stawiali obecnie czytane książki. Półeczki takie, które eksponują okładki. Jednak książki z tych półek lubiły spadać, szczególnie, gdy np. u Tymka stało ich z 6 sztuk... ;)


O problemie spadania pisała też Kasia z Piątego Pokoju, która zrobiła huśtawkę na książki!

Po przeprowadzce wiele półek nie zawisło z powrotem. Leżą w piwnicy i czekają na swoje miejsce. Myślałam dużo nad ,,czytanymi" półkami. I kiedy wymyśliłam drążek w kuchennej szafce...


... postanowiłam wypróbować ten patent najpierw na półeczce na książki właśnie. Wzięłam się do roboty.


Przyznam, że nie przewidziałam ile z tym roboty... mierzenie co do milimetra... potem wierciłam nie w tym miejscu... ale w końcu się udało! :)


Na poprzednich zdjęciach, które zgubiłam na tej spontanicznie zaczepionej gałce wisiały różne wisiadła, które pozawieszał tam Witek. Nawet myślałam, żeby poprzyczepiać więcej uchwytów.


Jak widzicie książek mieści się sporo.


Zdejmowanie książeczek przed spaniem i ich czytanie/oglądanie/rwanie to obowiązkowy punkt programu.


Bardzo zadowolona jestem i ja, i Wicia. Teraz starszaki czekają na takie. :)
(tak, tak, muszę kupić te naklejki na widoczne dziury...)